Okiem architekta Wnętrza

Dom jest do mieszkania a nie do zwiedzania

06/09/2016
dom do mieszkania

Ile razy słyszycie wchodząc do kogoś „ przepraszam, ale mamy nieposprzątane”. Jest to jeden z tekstów, które najbardziej wkurzają mnie u ludzi. Nie rozumiem tak naprawdę dlaczego się tłumaczą. Że mieszkają w swoim domu? Że używają swoich rzeczy, że piorą ubrania, że je suszą na suszarce? Że jedli posiłek i zostały jeszcze niepozmywane talerze?

Nie zrozumcie mnie źle, ja nadal lubię gdy wokół mnie jest ład i porządek, ale nadgorliwość i przesadny pedantyzm uwiera mnie jeszcze bardziej niż klocek lego pod moją stopą.

Wraz z moim mężem nigdy nie byliśmy przodownikami porządku. Bałagan zaczął nam doskwierać kiedy przeszkadzał nam w organizacji życia. Jakby się tak zastanowić to zawsze był to problem, ale jak się mieszkało z rodzicami- to sami wiecie 😉 Zaczęliśmy się lepiej organizować gdy  w naszym życiu pojawiła się Agatka. Jednak największa zmiana przyszła wraz z Jankiem i Frankiem. Należało tak zorganizować dom by mieć mało do sprzątania i móc zmaksymalizować czas spędzany z rodziną i to już dużą rodziną.

Lubię urządzanie wnętrz i marzy mi się wiele fajnych mebli, jednym z nich jest miętowa kanapa. Mamy bardzo mały salon i właśnie jasna kanapa pasowałaby tam idealnie. Jednak mam też trójkę dzieci i wiem, że jasność kanapy byłaby tylko chwilowa. A właśnie nie lubię tracić czasu na czyszczenie, mycie okien ( i obieranie pieczarek – tak w ramach mini dygresji ). I gdy pomyślę, że miałabym jeszcze co wieczór doczyszczać sofę to krew mnie zalewa. Dlatego kupiliśmy grafitową, co wcale nie było zbyt głupim wyborem bo jest dość duża by nas wszystkich pomieścić, i wiadomo do szarego pasuje każdy kolor.

Lubię mieszkać w moim domu i cieszyć tym, czym naprawdę powinnam. Dom jest do mieszkania. Jeśli ktoś chce zwiedzać niech idzie do muzeum bo u mnie nie wszystko będzie wyglądało jak w kolorowych czasopismach. Nie każda rzecz będzie do siebie pasować i nie każda zabawka będzie odłożona na półkę ( choć tutaj akurat nie ma dużo problemu- przeczytaj ten post dlaczego). Wolę aby na ścianach wisiały obrazki moich dzieci i nasze zdjęcia pamiątkowe niż drogie plakaty.

Lubię tworzyć i gdy zaczynam jakiś projekt DIY zazwyczaj wykonanie zajmuje mi ok miesiąca. Osoba nie posiadająca dzieci jest w stanie wykonać go w dwa dni-bezdzietni doceńcie to! Ja niestety rozkładam pracę na drzemki dziecięce, których czasem po prostu nie ma. Więc rzeczy zalegają gdzieś w kącie i czekają na swój czas. Jest to jednak bałagan pod kontrolą, który mnie nie przeszkadza.

dom do mieszkania

Nie lubię wyidealizowanych wnętrz. Jest taka fajna blogerka , która naprawdę ładnie urządziła swój dom i rezultaty tego pokazała na blogu. Czytając jeden z jej postów na temat ściany kredowej w kuchni oniemiałam. Dodała, z pełnym rozbawieniem , że ściana jest, ale na razie niech jej córka nie wie że można po niej pisać. Jak to, dziecko ma w domu ścianę kredową i nie może po niej pisać? Nie mogłam w to uwierzyć. No tak, sama autorka wymalowała tam piękne napisy, przywiesiła cudne grafiki i ma świetną ścianę do fotografowania na instagram.  Ja nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Ściana kredowa to super frajda dla dziecka. A o plusach rysowania i malowania przez dzieci rozpiszę kiedyś inny post ;). Wyidealizowana ściana po której może pisać tylko mama?- to nie dla mnie. Wtedy przypomniał mi się bardzo fajny felieton Doroty Terakowskiej: Dizajenerka. Pisze w nim o wizycie u swojej znajomej, która przeprojektowała swój salon, tu fragment:

 

– Ło matko! – jęknęłam, stając w progu salonu. Tak, był piękny. Od kremowej bieli puszystego dywanu odbijała kredowa biel skórzanych foteli i herbaciane ciepło sofy z poduszkami w kolorze śniegu (..) już chciałam walnąć się na kanapę, gdy uświadomiłam sobie, że nie jest to mebel, ale element dizajnu. Usiadłam z nabożeństwem, usiłując nie opierać się o śnieżne poduszki, bo cholera wie, czy na sweterku nie mam kocich włosków mojej Łatki. (..)  z radosnym wrzaskiem, i z lodami truskawkowymi, wbiegła dwójka dzieci:”Cioooocia!”, ryknęły z entuzjazmem, a dizajnerka powiedziała lodowato (lód też jest biały!):

– Czy mamusia nie powtarza od wielu dni, że do salonu wstęp wzbroniony, chyba że w skarpetkach, bez lodów i coca coli?
– A z kanapką? – spytał nieśmiało mąż.
– … ale bez pomidora. Biały serek – podpowiedziałam z refleksem.

dom jest

Zastanówcie, w jakich przestrzeniach czujecie się najlepiej, czy w takich które mają każdy element niesamowicie wystylizowany, czy może wręcz przeciwnie? Fajnie jest gdy dom odzwierciedla tego, kto w nim mieszka, pokazuje jego zainteresowania i specyficzne potrzeby. Gdy zobaczycie jakieś super „dizajnoskie” ( neologizm by mój tato:) ) wnętrza zastanówcie się, co chcielibyście przenieść do siebie, czy w ogóle takie coś odpowiada Waszej rodzinie.

My mamy w domu nasz dizajn.  Ścianę kredową po której każdy pisze co chce, okruchy na blacie bo lubimy jeść, plamy od farb na ścianie bo lubimy malować i pranie na suszarce bo nie lubimy chodzić w brudnych. Każdy człowiek jest inny i ma swój wymiar estetyki. U nas jest generalnie porządek, ale traktujemy wszystko bardziej na luzie. Czasem jemy na kanapie, czasem robimy piknik na ziemi, gdy pada deszcz (pomysł Agatki!). To jest nasz dom, tam mieszkamy i w nim się dobrze czujemy. Dzieci nauczyły mnie, że trzeba trochę wyluzować bo i tak wszystkiego się nie ogarnie, a czas mija bardzo szybko-nim się obejrzałam Agatka przyniosła mi wodę i mówi: „für dich”, a wczoraj jeszcze uczyła się chodzić- chlip,chlip 🙁

A jak jest u Was? Jecie na kanapie? 😉

 

 

 

You Might Also Like