Minimalizm

Jak Żyć Bez Nadmiaru Rzeczy ? Czyli Dlaczego Pokochałam Minimalizm.

05/04/2016

Tak jak większość ludzi zawsze pragnęłam być spełnionym i szczęśliwym człowiekiem. Gdyby ktoś mnie zapytał czy posiadanie i dobra materialne są ważne w życiu zapewne wykrzyczałabym, że z pewnością “ Nie!” Jednak moje zachowanie wskazywało na istną hipokryzję. Pewnego dnia postanowiłam żyć bez nadmiaru rzeczy i pokochałam minimalizm.

5 lat temu pojechałam z moją przyjaciółką na praktyki do biura architektonicznego do Holandii. Bagaż był ograniczony, ale ja upchałam wszystko w gigantyczną torbę , której sama nie byłam w stanie unieść. Z dworca do mieszkania był kawałek , a autobus miał przystanek dość daleko od naszego nowego lokum. Jak to studentki z Polski nawet nie było mowy o taksówce. Więc targałyśmy nasz dobytek przez ponad 2 godziny i byłyśmy później totalnie wykończone. Wiele razy przeklinałam pod nosem, po co mi te wszystkie buty, ubrania i polskie kiełbasy?

Oprócz dużej ilości ciuchów i oczywiście kiełbas w naszym nowym domku nie było żadnych mebli, na parterze nawet podłoga była betonowa. Musiałyśmy udać się do Ikei i kupić tylko najpotrzebniejsze rzeczy, bo byłyśmy jeszcze przed wypłaconym stypendium z uczelni i oczywiście przed wypłatą z biura. Co wybraliśmy? Dwa materace, dwa krzesła, stół i dwa kwiatki , a małe garnki, talerze i kubki wariatki przytargały oczywiście z Polski. Dzięki Bogu w mieszkaniu były dwie maleńkie (“przedpotopowe”) szafy wnękowe w których umieściłyśmy ubrania.

Na piętrze znajdowała się nasza sypialnia, położyłyśmy tam dwa materace, nakryłyśmy je prześcieradłem i położyłyśmy śpiwory. Na parapecie postawiliśmy dwa kwiatki – jak to u bab domu kwiatki muszą być! W sypialni zrobiło się przytulniej. Było w niej jasno, panował totalny minimalizm, który dodawał oddechu temu miejscu. Okazało się przez najbliższe 4 miesiące, że totalnie nic więcej w naszym domku nie potrzebowałyśmy. Naprawdę. Żyło się nam cudownie nie mając szafek i szafeczek, obrazeczków i bibelotów.
Nawet betonowa podłoga w salono – jadalni nam nie przeszkadzała. Miałyśmy tylko te najpotrzebniejsze rzeczy i okazało się, że wiele nam do szczęścia nie potrzeba. Można pracować, żyć, urządzać imprezy i cieszyć się każdym dniem nie posiadając za wiele.

Nie wiedziałam czym jest wtedy dokładnie minimalizm. Mówiono o architekturze minimalistycznej, widziałam wiele wnętrz głównie japońskich, które były wypełnione jedynie przez światło i przestrzeń. Jednak nigdy nie odnosiłam tego do swojego stylu życia i sposobu projektowania wnętrz.

Doświadczenie mieszkania w tym małym szeregowym holenderskim domu otworzył mi oczy. We Wrocławiu mój pokój był pełen gratów, ubrań, rysunków, teczek. Taki artystyczny nieład- mówiłam. Jednak aby skupić się nad czymś, musiałam ten nieład doprowadzić do porządku. Gdy wróciłam do Polski tęskniłam właśnie za tym spokojem i harmonią. Sprzątanie zajmowało dosłownie chwile, nie marnowałam na nie po prostu czasu. Mogłam skupić się na czytaniu książek, zwiedzaniu miasta i poznawaniu ludzi. Wydawało mi się , ze mam więcej czasu.
Teraz wiem, ze minimalizm to nie czarno białe japońskie wnętrza, a coś więcej. Posiadanie tylko tylu rzeczy ilu naprawdę potrzebujemy jest niesamowicie wyzwalające.
Niestety po powrocie nie potrafiłam wziąć się w garść i wyrzucić rzeczy, które były zbędne. W głowie kołatały się myśli : kiedyś się przyda, przecież dostałam to od.., w sumie rzadko ją zakładam ale może jeszcze zmieni mi się gust.
Powróciłam do chomikowania. Po 5 latach urodziłam Otisówne i chomikowanie rzeczy zaczęło napędzać się w zawrotnym tempie. Sprzątanie zabawek i całego domu zajmowało dużo czasu. Postanowiłam powiedzieć stop i „przejść na minimalizm”.

Jak nasz porządek ewoluował i jakie rady będę dla Was mieć, już w następnych postach kategorii minimalizm. Zapraszam wkrótce!

You Might Also Like

  • Ale to też chyba był odpoczynek dla oczu i serca. W zagraconych pomieszczeniach czuję się bardzo zmęczona. Ja miałam dość podczas ostatniej przeprowadzki. Rzeczy wysypywały się z półek i nie było widać końca. Teraz przed zakupem nowej rzeczy, zastanawiam się czy aby na pewno jest mi potrzebna.

    • Dokładnie, ładnie nazwałaś ten stan 🙂 Ja byłam wczoraj w Ikei i w połowie sklepu zaczęłam wyjmować rzeczy z koszyka, o dziwo dziś już nie pamiętam, co tam włożyłam 🙂

  • Bardzo mi miło:) Cieszę się, że coraz więcej ludzi przechodzi na taki styl życia bo jest to naprawdę duże ułatwienie:)

  • Temat na czasie również dla mnie. Chociaż minimalistyczne wnętrze do chyba coś, czego nigdy nie zrealizujemy, ale odgracamy się – oddajemy meble, ciuszki (których ciągle przybywa), rzeczy, drobiazgi. Trudno pozbyć się „przydasiowego” patrzenia, bo jednak lubię majsterkować. Ale nie o to chodzi, żeby mieć tak mało, jak miałyście Wy – a takie „minimum”, które będzie odpowiednie dla nas. Zdecydowanie chcę uporządkować pokój dzieciaków. Zabawek mamy nadmiar.

    • Bardzo fajnie napisałaś o minimum odpowiednim dla Was, również uważam, że minimalizm to nie jest czarno białe wnętrze z jednym krzesłem, ale to co nam jest naprawdę potrzebne do funkcjonowania . Jestem daleka od ascetyzmu 🙂