Minimalizm Montessori

Jak chcesz poczuć się w te święta?

17/12/2016

Wymyśliła sobie, że w te święta będzie inaczej, spróbuje tak wypucować dom, by teściowej i mamie gały wyszły z oczu. Robię plan potraw, zaczyna się- lepienie, ucieranie, ubijanie, mieszanie, pieczenie itd.Będzie lepiej niż w restauracji- pysznie, świecąco i idealnie. Patrzę na zegarek, ok mam dobry czas- jeszcze tylko kutia, sernik przekładany czekoladowym musem, zrobienie pierniczków, aa trzeba je zapakować w przepiękną folię ze wstążeczką i podpisać pismem niczym kaligrafka z Pinteresta. I oczywiście zdobienie  lukrem pierniczków, nie dam dzieciom bo będzie nieporządnie wykonane, sama zrobię. Mamooo, co robisz? Pomóć? Niee, idź się pobaw do swojego pokoju, włączyć Ci Kevina? Dobra, mam czas i święty spokój by dorobić jeszcze więcej jeszcze smaczniejszych potraw. Robię to i tamto i siamto.

21:00 siedzę jeszcze w oparach bigosu, robię na dwa garnki bo wujek Zenon go uwielbia. Aaa ciocia Halinka się zapowiedziała, muszę  zrobić jeszcze dwa rodzaje zup bo ona taka wybredna. A kuzynka z dziećmi wpadnie, one nie jedzą w ogóle tych typowo świątecznych potraw, zrobię im coś ekstra, niech pamiętają, że u cioci są super święta. Kochanieeee, ubierz choinkę tymi pięknymi bombkami- tylko pamiętaj te ładne, w jednym kolorze! Niech ich tylko dzieci nie dotykają bo zbiją, zabrudzą, zjedzą i sprawią, że nie będzie idealnie.

Wigilia, wszystko super, potrawy gotowe, a ja grzebię łyżką i nie mam siły nawet jeść. A to dopiero początek „imprezy”, co oni do mnie mówią, jestem wykończona, nie dam rady iść dzisiaj na Pasterkę.  Mam idealną choinkę, idealne prezenty, idealne potrawy i tak się zastanawiam, dlaczego nikt mi nie pomagał, wszystko sama – ja Perfekcyjna Pani Domu.

A znasz tą drugą historyjkę?

Siadamy przy stole razem, opowiadam wraz  z mężem dzieciom o bardzo ważnych sprawach, o świętach Bożego Narodzenia. Są zaciekawione, nikt im dotąd nie wyjaśnił, o co w tym wszystkim chodzi. Robimy wspólnie plan działa by mieć czas zarówno na wspólne robienie dekoracji świątecznych jak i lepienie pierogów. Następnego dnia drukuję przepis na pierniczki, obok proporcji dorysowuję dzieciom ilość łyżek i szklanki by zrozumiały o co chodzi w przepisie. Wąchamy i smakujemy, kocham święta- te doznania sensoryczne! Mieszamy składniki, córka nauczyła się liczyć do trzech i zamiast dwóch łyżeczek kakao wsypała 3 , no nic w razie czego dodam trochę oleju kokosowego. Czas na wycinanie kształtów, wiecie że z gwiazdki wyszedł na jeż? Śmialiśmy się cały wieczór z tego!

Pierniczki gotowe, trzeba spróbować  je 3 razy , bo może  niedobre. 😉 Czas na porządki, naszykowałam dzieciom małe ściereczki i pokazałam jak wycierać kurze w pokoju. Świetnie im to poszło! Rozpędzili się i pozamiatali nawet korytarz. No dobra w sumie nie wiem, czy prze ich zamiataniem lepiej to nie wyglądało, ale co tam!

Czas na przywieszenie dekoracji na choinkę, tę czynność uwielbiają najbardziej! Wspólnie śpiewamy wtedy kolędy i cieszymy się sobą nawzajem. Patrząc na nasze drzewko widzę zamiłowanie moich dzieci do asymetrii ;P Przygotowujemy stół. Pokazuję im gdzie znajduje się łyżka, widelec i jak składać serwetę. Myślicie, ze dzieci to nudzi? Wcale nie- są oczarowane tym, że mogą wykonać  takie dorosłe zadanie.

Nie mamy 5 ciast i wszystkich dwunastu potraw, ale za to mamy magię świat, pięknie spędzony czas z rodziną, wyłączony telewizor i komputer. Lubię to bo wiem, że moje dzieci będą właśnie pamiętały chwile a nie perfekcjonizm.   

 

You Might Also Like

  • Pierwsza historyjka dokładnie opisuje to jak dotąd wyglądały moje święta – co prawda ja nie sprzątałam i nie gotowałam, ale histeria braku czasu dawała się odczuć. Dwa lata temu, gdy już w kurtkach czekaliśmy na wyjazd do babci na wigilię – mama jeszcze ze szmatą leciała do łazienki, bo zapomniała wannę wyszorować, jakby ktoś z tego powodu miał odwołać święta. W tym roku jestem z mężem i synkiem za granicą. Upiekliśmy razem pierniki – nieidealne i już zjedzone, robiliśmy łańcuchy z papieru – kto to widział dawać coś takiego na choinkę, synek sam ustroił choinkę – pomagałam tylko przy lampkach i papierowym łańcuchu – jest nieidealna, ozdoby rozłożone niesymetrycznie, ale to najpiękniejsza choinka jaką miałam 😀 W tym roku święta na luzie – u nas będą pewnie dwa dania – nasze ulubione i pierniczki. Stawiamy na wspólne spędzenie czasu 😀

    • witaj w klubie ludzi o traumatycznych wspomnieniach świąt hehe.

  • popieram! Moje najgorsze wspomnienia z dzieciństwa w domu to te związane z szałem przygotowań od świąt. Kurze na meblach na górze, szkło w gablotach, wszystko musiało lśnić, a do tego pieczenie, krojenie, mieszanie do późnej nocy, a potem narzekanie, że za dużo tego wszystkiego. Zostawiło to we mnie takie niemiłe wspomnienia, że kiedyś w ramach wcale nie oficjalnego buntu, po prostu taką mieliśmy ochotę- jedliśmy z mężem w poniedziałek wielkanocny na śniadanie parówki. I ten śmiech jak w naszym koszyku oprócz parówek było kilka innych podstawowych produktów spożywczych i piwka, a wszędzie dookoła ludzie przeładowani jakby nadchodził kataklizm. Było to oczywiście „przed dziećmi” 🙂 teraz staramy się na spokojnie stworzyć klimat świąt.

    • A najlepsze jest to, że tak się dzieje tylko w Polsce 😉 Ci sami ludzie (jak moja mama) w Polsce szaleją ze ścierką, podczas gdy potrafią też inaczej. Moja mama większość mojego życia pracowała we Włoszech. Często jeździliśmy do niej na Wielkanoc. I cóż, w Rzymie można było do koszyka zapakować tylko to co najważniejsze, i to do koszyka po kiwi, a sam koszyk włożyć do reklamówki i do autobusu na drugi koniec miasta 🙂 A tam w polskim kościele, sami Polacy, wszyscy z reklamówkami i paroma rzeczami do poświęcenia – bez przeładowanych, dziwnie ustrojonych koszy. I nie wiem, czy to chodzi o pokazanie się innym, strach, że będzie się gorszym czy coś innego – ale nie lubię atmosfery świąt w Polsce 😉

      • A ja lubię od kiedy zaczęłam je organizować po swojemu, bez pośpiechu i napiny po prostu. A koszyk dekoruję, bo lubię piękno, a nie dlatego, żeby się pokazać. I w kościele też lubię podziwiać inne 🙂 chyba wszystko zależy od postrzegania i robienia zgodnie ze swoimi oczekiwaniami od życia, wtedy wszystko ma sens 🙂

        • Pewnie, że wszystko zależy od tego, czego chcemy 😉 Nie ma nic złego w dekorowaniu koszyka 😉 – ale ostatnio jak byłam święcić, kuzynka miała kosz, który musiała nieść razem z narzeczonym, bo sama nie była w stanie 😉 W środku było ze 30 jajek i kilka kilogramów wędlin 😀 A potem radocha bo nasz był największy 😉 Kurcze w świętach chodzi chyba o coś innego 🙂 Ja w tym roku po raz pierwszy sama organizuję święta, tylko dla naszej trójki – i już je lubię, to będzie fajnie spędzony czas 😀